Tego nie robi się człowiekowi.

Serce pękło nam na kawałki. 😭 Odszedł nasz przyjaciel, członek rodziny, nasz kochany Borys. Był z nami praktycznie od początku naszego wspólnego życia. Zawsze z nami, część naszego życia i domu. Był kiedy zaczynaliśmy iść wspólna drogą, kiedy powiedzieliśmy sobie tak przed Bogiem, gdy budowaliśmy dom, rodziły się nasze dzieci, kiedy zaczynaliśmy nowe życie poza Krakowem. Był zawsze.

Zawsze.

A teraz go nie ma, jest pustka. Łzy same napływają do naszych oczu, kiedy smutek i żal szukają ujścia, nie mogąc pomieścić się w złamanym sercu.

Znowu.

Kolejny raz w ciągu kilku miesięcy, musieliśmy pochować przyjaciela.
Wierzymy, że Maksiu przyszedł po swojego kumpla, żeby zaprowadzić go za tęczowy most. Że są tam razem, znów młodzi i pełni życia.

Biegajcie po tych pięknych łąkach i nie zapomnijcie przywitać nas kiedyś, gdy i nasz czas na tę podróż nadejdzie.

Wyzwanie

Chwilowe przyjemności wydają się atrakcyjne, są pociągające. Zdają się obiecywać uczucie szczęścia. Kuszą jeszcze bardziej kiedy są zakazane, niepoprawne, takie inne i wychodzące poza pewne ramy. Nasze ramy i granice. Może nawet czasami wiążą się z szaleństwem i spontanicznością.

 

Tylko czy taka przyjemność sama w sobie, może nas nasycić?

 

Ja wolę coś stałego. Nie korzystanie z przypadkowych, chwilowych radości. One nigdy nie napełnią naszego serca do końca. Nawet jeśli nie przyznamy się sami przed sobą, że czegoś ciągle nam brakuje, to kolejne szaleństwa, będą tylko nieudolną próbą wypełnienia pustki…

 

Mnie pociąga coś zupełnie innego – wyzwanie. W stworzeniu czegoś stałego, co będzie radością i przyjemnością przez cały czas. W swojej istocie. Coś co nie przemija, ale ciągle się zmienia i rozwija. Nasycając serce do pełna.

 

Dla tych, dla których ten tekst wyda się zbyt długi 😉 podsumuję krócej:

 

Sztuką, wyczynem i czymś wielkim, nie jest korzystanie z chwilowych uniesień. Prawdziwym mistrzostwem jest zbudowanie życia, miłości i domu, który jest szczerą i czystą przyjemnością. Która otacza, tuli i wypełnia nas cały czas.

Po prostu wiesz

Szukamy.

Miłości. Spotykamy ludzi, potencjalnych kandydatów na naszego męża, żonę, przyjaciela. Wchodzimy w relacje,wszystko wydaje się być w porządku. Ktoś jest dobry, porządny, przecież nie ma powodu, żeby w tę relację nie wejść, mimo tego, że gdzieś w środku mamy poczucie, że to jednak nie to…
Czasami wszystko jest na „nie”, ale my myślimy sobie wtedy, że to dla nas misja, że zmienimy tego drugiego, kompletnie nie naszego człowieka.

I tak próbujemy, popełniamy błędy, ładujemy się w bagno, potem z niego wychodzimy.
Aż w końcu spotykamy tę właściwą osobę i po prostu wiemy, że to jest właśnie ona. Jakoś to czujemy.

Podobnie jest z innymi rzeczami. Na przykład pracą.

Szukamy swojej wymarzonej, pasującej nam. W danym momencie dla nas najlepszej. Sprawdzamy się w różnych środowiskach, trafiamy w rozmaite miejsca, w które prowadzą nas znajomości, zrządzenie losu, przypadkowe spotkania po latach. Aż w końcu trafiamy w to jedne miejsce. I wtedy wiemy, czujemy, że do niego mieliśmy trafić.

Kiedy jesteśmy już na swoim miejscu czy ze swoim człowiekiem widzimy, że właśnie tak miały przebiegać nasze wcześniejsze ścieżki. Tu mieliśmy się znaleźć, z tym całym wachlarzem uczuć, doświadczeń i przeżyć. I tacy mamy tu trwać.

Ta podświadomość, cichy głos w głowie, poczucie, a może po prostu serce? To coś jest w nas i chociaż czasami wpadamy przez to w pułapki i popełniamy błędy, to w pewnym momencie swojego życia wiemy. Po prostu wiemy, że byliśmy i jesteśmy właśnie tam, gdzie mamy być.

Wielbienie

On jest z nami codziennie. Mieszka z nami, towarzyszy nam kiedy pracujemy. Wyrusza w nasze podróże i wspiera w każdym zadaniu.
Każde z nas, ma z Nim inna relację. Inaczej Go kochamy, w inny sposób prowadzimy z Nim rozmowy, mamy różną wrażliwość na Jego obecność i słowa.

Nasze dzieci też Go znają, chociaż narazie tylko trochę, niezrozumiale, dziecinnie. Wiedzą, że Jest. Poznają go, poprzez swoje niewinne pytania, dzięki ciekawości zaczynają poszukiwać, chcą widzieć więcej. Zbliżają się do Niego nawet poprzez niedzielne bunty, kiedy nie chce im się iść do kościoła. Mówią, że nie rozumieją co się tam dzieje, o czym się mówi. W tym też rodzi się ich relacja, która kiedyś się zmieni, dojrzeje i przyniesie im poznanie tego, czego teraz nie rozumieją.

Ja jestem z Nim w sposób kobiecy, on na swój męski. W codziennym pędzie, często zdarza się nam zaniedbać tę relację. Tyle jest rzeczy do zrobienia, a czasu ciągle brakuje.

Takie chwile, jak Wielbienie są wspaniałym sposobem na zatrzymanie się. Przypomnienie sobie tego, co najważniejsze. Zwrócenie się kolejny raz ku Niemu i ku sobie. Skupienieniu na swojej miłości, przytulaniu, spojrzeniu tak głęboko w oczy. We dwoje, we troje i w końcu w piątkę.

To bardzo ważne dla mnie chwile, dające radość inną od tej ziemskiej. Wznoszące wysoko, ponad wszystko. Oświetlające nas, nasze uczucia, serca i dusze. ❤️ Nasze małżeństwo, rodzinę i istotę tego jacy jesteśmy osobno i razem.

A to wszystko w jednym wielkim, z Nim przytuleniu. ❤️

 

Wieczorne refleksje


Chciałabym być bardziej cierpliwą, mieć w sobie więcej spokoju. Chciałabym wygrywać ze złością i pokonywać w sobie zdenerwowanie. Każdego dnia pojawiają się chwilę, w których muszę walczyć ze swoimi złymi reakcjami na spotykane przeciwności.
Tyle razy wieczorem kładąc się spać żałuję, że znów okazałam się słaba. Mam wyrzuty sumienia bo kolejny raz złościłam się w tych samych sytuacjach. Mimo tego, iż tyle wieczorów wcześniej czułam dokładnie te same zawody i z całą determinacją obiecywałam sobie, że następnym razem wygram z tą gorszą stroną siebie.

Ale później myślę o tym, że tak samo jest masa nocy, w których jestem ogromnie wdzięczna, za chwile głośnego śmiechu, wygłupów i dumy, która raz po raz rośnie w moim sercu. Przypominam sobie, że tak wiele razy jestem szczęśliwa kładąc głowę na poduszce, bo udało mi się zrobić coś dla innych, być empatycznym człowiekiem, kochaną mamą, dobra przyjaciółką i rozumiejącą żoną i łagodną kobietą.

I myślę sobie, że takie jest to życie, z zachowaną linią, która prędzej czy później zawsze się wyrównuje. I wszystko się zgadza.
Ponieważ zarówno te wieczory wśród wyrzutów sumienia, jak i te opływające w satysfakcje, tworzą mnie taką jaką jestem. Uczą nowych zdolności, nasuwają wnioski i sprawiają, że nadal chcę walczyć o lepszą siebie.
😀

Martw się tylko do wieczora

Naprawdę, martw się tylko do wieczora. 😍

 

Nawet, jeśli musisz poczekać dłużej niż jeden dzień, miesiąc czy rok. W końcu się ułoży. Znajdziesz rozwiązanie swojego problemu, doczekasz się tego, czego potrzebujesz, zobaczysz znak, którego wypatrujesz. Dostaniesz odpowiedź na pytanie, które każdego wieczoru zdawałeś w ciemnym pokoju, patrząc prosto w gwiazdy przez okno dachowej.🌌

 

Złe dni przeminą, smutek sobie pójdzie, żeby mogła wprowadzić się radość, zamiast obaw pojawi się stabilność. Śmierć ustąpi miejsca życiu.

 

Zobaczysz, że zamartwianie się nie przyniosło nic prócz Twojego strachu. Zabrało Ci cenny czas i chwile, które mógł wypełniać uśmiech.

Wiem, że to nie jest proste, że ciężko wierzyć, kiedy jest trudno. Że mało w nas nadziei, kiedy ciągle dostajemy od życia po tyłku.

 

Ale warto. W końcu zawsze okazuje się, że warto walczyć o tę iskierkę ufności w sobie.

Życie jest takie, jakie jest. Wyciągaj z niego tyle dobrych rzeczy, ile tylko zdołasz.

 

Każdy uśmiech, promień słońca, dobry sen, wartościową chwilę, kawałek serca. Albo całe – jak ja. ☺️ w każdej formie. 💚

Starość – radość 😉

Zastanawiam się, czy Wy też tak macie, że im starsi jesteście tym więcej rzeczy Was przeraża? 😳

Szybka jazda na rowerze albo wypływanie bez sprzętu w głąb jeziora? 🙈
I czy dostrzegacie zmiany w swoich upodobaniach.

Kochasz lato, ale większość upalnego dnia spędzasz w zaciemnionym salonie, bo nie możesz wytrzymać na pełnym słońcu. A przecież je kochasz! 🤦 Jeszcze niedawno nie można było wyrwać cię z jego objęć! 🙄

Ja stałam się taka bojaźliwa, odkąd mam dzieci. Minimalnie ryzykowna sytuacji powoduje lawinę skojarzeń:
Jazda na rozpędzonym rowerze – kamyk na drodze- wywrotka – krawężnik…
😏
Wypłynięcie na głębinę – skurcz- ostatnie spojrzenie w stronę brzegu… 🤨
To chyba ze strachu o siebie, o maluchy, o stratę.
A zmiana odczuwania temperatury? Starość. 🤷
Z jednej strony jesteś jak wino. Mądrzeja, bogatsza w doświadczenia i rozwagę, przez to piękniejsza… 😁
Z drugiej? Masz wrażenie, że tracisz przytomność, kiedy spalisz 300 kalorii na zumbie, lub wyjedziesz rowerem pod górę. 🙄

I jak tu sobie poradzić ze świadomością, że jesteś stara i przestraszona? 🤣🤦

Jedyne co przychodzi mi do głowy, to pogodzić się z tym, że czas biegnie i zmienia nasze ciała i umysły. Co zapewne potrafi uchronić nas przed nie jednym wypadkiem i pomyłką. 😁🙊

Równocześnie nie poddawać się w walce o spowolnienie porcesu starzenia się i wyrwania temu pędzącemu okrutnikowi – jakim jest czas – jak najwięcej z naszej młodości, witalności i aktywności. 💪

No.
I jakoś to będzie. 😊🤔
Ważne, żeby żyć. ❤️ Bez leserowania, bo czas się nie zatrzyma…

Najlepszy przyjaciel człowieka

Dziś odszedł nasz kochany pies senior, Maks.

Trzy lata temu zamieszkał z nami. Wcześniej był trzymany przy budzie, miał łańcuch o długości 80 cm. Na szczęście dobrzy ludzie zauważyli jego cierpienie i zgłosili sprawę odpowiednim służbą. Trafił do schroniska, a stamtąd zabraliśmy go do naszego domu.

Mamy nadzieję, że spędził tu wspaniałe ostatnie lata życia. Nam dał dużo miłości i radości. Miejsce po nim, w naszym domu i sercach już zawsze będzie puste. 🙁
Jest nam bardzo smutno. Ale wierzymy, że Maksiu przeszedł za ten sławny tęczowy most i kiedyś nas tam przywita. Zdrowy, silny i radosny. Miał ogromną wolę życia, nawet w ostatnich dniach, kiedy już nie dawał rady sam się podnieść. Mimo, że życie dało mu w kość, a człowiek zadał ogrom cierpienia, to kochał i jedno i drugie. Był wspaniałym psem.

Od lat mieliśmy pragnienie, żeby wziąć starego psa ze schroniska, takiego który będzie miał marne szanse na opuszczenie go. Kiedy zamieszkaliśmy w domu z ogrodem i mieliśmy w końcu taką możliwość, spełniliśmy nasze założenie.

Chociaż pustka i smutek są ogromne, to nie żałuję. Mieliśmy szansę być rodziną dla tak wyjątkowego stworzenia.

Biegaj tam Maksiu po niebieskich łąkach i czekaj na nas.

A Ty, Święty Franciszku opiekuj się tam naszym kochanym Maksiem, kiedy będzie na nas czekał.

🖤🖤🖤

Te trzy

Dziś są imieniny Wiary, Nadziei i Miłości. 😍
To znaczy, że swoje święto obchodzą bohaterki „Nie obrażaj się na Boga” – Pistis, Elpis i Agape. ❤️
Wszystkiego co najlepsze dla tych, które noszą te niezwykłe imiona. ❤️
A ja tak sobie myślę, że mimo tego, iż mam inne 3 imiona, będę się starać, żeby kolejnymi były właśnie Wiara, Nadzieja i Miłość.
Żeby stały za mną w codziennych zajęciach i spotkaniach z drugim człowiekiem. Nieważne kim. Tak po prostu, żeby istniały w każdym dniu, były obecne gdzieś obok. Wisiały w powietrzu i napełniały mnie, moje serce, które będzie zarażać tymi wspaniałymi uczuciami innych.
Bo bez nich jest ciężko.

Bez obdarowywania miłością, dobrem, uczuciem, serdecznością. Bez poczucia, że jest się kochanym i chcianym, że jest się kimś ważnym.

Bez posyłania uśmiechu i wypowiadania dobrych słów. Bez patrzenia w niebieskie niebo i wypełniania się tą pewnością, że naprawdę będzie dobrze. Bez spojrzenia w czyjeś oczy i zobaczenia w nich iskry.

Bez wiary w to, że przeniesiemy tę górę, która właśnie przed nami wyrosła i pewna siebie ukazuje swoją siłę. Bez przekonania, że to co widzimy, to nie wszystko, że jest coś o wiele większego i piękniejszego. I czeka na nas.
Bez zapewnień od tych, którym ufamy, że poradzimy sobie z każdą trudnością.

Niech trwają te trzy:
Wiara, Nadzieja i Miłość, w każdym z nas. 🙂

Miłość

Miłość,
nieodzowna część naszego życia. Relacja bardzo podobna do przyjaźni. Ona też łączy nas z innymi ludźmi bardzo głęboko i na długo. Nie ma chyba na ziemi człowieka, który nie spotkał się z miłością. Nawet, jeśli jej nie czuł, to na pewno była obok niego.
Nie zawsze rodzimy się z miłości, nasze poczęcie jest indywidualną historią, tak samo jak życie każdego z nas. Żyjemy jednak na ziemi pełnej ludzi, wśród których zawsze są jacyś kochający rodzice, rodzeństwo, małżeństwo, para, dzieci.
Nawet jeśli nie mamy miłości, to w którymś momencie będzie ona na wyciągnięcie naszej ręki. Będziemy mogli ją obserwować, uczyć się jej i jeśli zechcemy, to w końcu się nią wypełnić.

Celowo nie nazywam miłości uczuciem. Bo to nie ono ją tworzy. Jest nim, ale nie tylko. Uczucie to zaledwie początek. Zalążek, z którego wyrasta łodyga zaufania, od niej zaś zaczynają wychodzić gałązki szacunku, poczucia wartości, bezpieczeństwa i przyjaźni. Pokrywają się one listkami pożądania, odpowiedzialności i chęci bycia z drugim człowiekiem przez cały czas. Nad nimi pojawiają się kwiaty, które są wyrazem tego, że to nie nasze szczęście jest najważniejsze, ale tej drugiej osoby. Kolorowe kwiaty wyglądają zjawiskowo i cieszą swoim pięknem. Są takie dlatego, że wyrosły z tak wartościowych podstaw. Korzenie, które wypuszczają rośliny, są obietnicą, że będą w tym miejscu do końca istnienia i nigdy, z własnej woli nie odejdą. Że będą trwać i stawać się coraz piękniejsze, troszcząc się o siebie. Pijąc życiodajne soki, nie dadzą zginąć swojej łodyżce, liściom i korzeniom. Będą chciały stawać się coraz bardziej większe i piękniejsze, żeby być dla siebie nawzajem. Mimo wszystko.

Miłość to wszystko co dobre i wspaniałe, ale przeszyte ciężka pracą i wielkim pragnieniem trwania. Miłość jest nierozerwalna z uporem: ciągłego wzrostu, żeby przebić się przez trudne chwile, wyrosnąć mimo wszelkich przeciwności i wznosić się coraz wyżej, dla drugiego kwiatu. Ta droga pozwoli finalnie zapuścić korzenie i wtedy już tylko napawać się swoją obecnością. W doskonale ukształtowanej i wyrośniętej całości.