Cały czas pytam sama siebie o rady. Analizuję w głowie siebie i swoje życie w obecnej sytuacji. Rozmawiam w sercu ze sobą i Bogiem. Szukam dobrych myśli, inspiracji, pocieszenia. Sięgnęłam po to, co sama napisałam już jakiś czas temu. Żeby się spotkać ze „starą sobą”. Stanąć przed tamtą kobietą, spojrzeć jej w oczy i dostrzec jej duszę. Przyjżeć jej się uważnie. Wysłuchać. Czy jest tą samą istotą? A jeśli nie, to jak się zmieniła. Co może mi powiedzieć.
„A ironia tylko czeka na swoje pięć minut, kiedy to popadnie w bezdech ze śmiechu nad naszą głupotą i naiwnością. Ironia nie może przestać się zastanawiać, kiedy w końcu zrozumiemy, że choćbyśmy przygotowali się perfekcyjnie, znaleźli odpowiedzi na masę pytań i skrupulatnie napisali dla siebie scenariusz, to nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie jego ekranizacji. To nie idealny plan będzie tworzyć nasze życie, ale życie stworzy plan, jakiego sobie nigdy sami nie wymyślimy. I najczęściej jest tak, że to życie, które sami sobie zaplanowaliśmy, okazuje się beznadziejnym niewypałem. Porażki i tragedie, które nas spotykają, są zaproszeniem na ogromną projekcję filmową. Kiedy siadamy wreszcie w sali kinowej, w wygodnym fotelu i oglądamy film ze swoim udziałem w roli głównej, ze łzami w oczach stwierdzamy, że to było najlepsze widowisko, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Wtedy dopiero, patrząc na załączony obrazek, zdajemy sobie sprawę z tego, że tak właśnie musiało być. Każda rzecz i sytuacja musiała zaistnieć, żebyśmy byli tymi właśnie ludźmi, w tej konkretnej sali kinowej. I w tej jednej chwili uronimy łzę, bo dotrze do nas, że nasza historia jest najlepszą z możliwych. Przyznamy sobie Oscara i będziemy szczęśliwi. W końcu szczęśliwi. Dotrze też do nas, jak ogromnie dumni z siebie jesteśmy. Daliśmy radę. Życie kopało nas bez litości po naszych czterech literach, a my przyjmowaliśmy ciosy i odpieraliśmy ataki. Ileż nas to lanie nauczyło. Oj tak, możemy być z siebie dumni”.
Nie obrażaj się na Boga
