Kobieta płeć piękna – owszem. Słaba – nigdy w życiu.

Odnoszę wrażenie, że powszechnie panuje strach przed kobietami. Nie chodzi mi bynajmniej o obawę przed ich siłą, bo ta, została już praktycznie zapomniana i zepchnięta gdzieś bardzo nisko. Mówię o duchowej mocy, która potrafi sprawić, że kobieta potrafi dokonywać rzeczy – z pozoru – niemożliwych.
Kobietą jestem od zawsze, jednak na początku swojego życia, nie odczuwałam jakiejś poważnej różnicy między mną a mężczyznami. Wręcz przeciwnie, zawsze lepiej odnajdywałam się w męskim towarzystwie. Dużo bardziej interesowały mnie też męskie zajęcia i zabawy.
Później dorosłam, dojrzałam i chociaż do dziś dobrze dogaduje się z mężczyznami, to zaczęłam zauważać, że oni wcale nie doceniają kobiecej siły i zaangażowania. Następnie zostałam żoną i mamą dwójki dzieci. Wtedy zobaczyłam, że nie tylko męska część społeczeństwa jest „ostrożna” w zaufaniu kobiecie, na której spoczywa dużo obowiązków. Niestety młodzi ludzie, którzy są jakiś kawałek za mną na swojej życiowej drodze i dopiero ją zaczynają, również nie mają w sobie wiary w kobiece możliwości.
MOŻESZ WIECEJ.
Ja sama też kiedyś taka byłam. Miałam dwie prace, studia zaoczne i życie osobiste. Myślałam, że jestem bardzo zmęczona, że nie mam czasu na odpoczynek i relaks. Zdawało mi się, że więcej nie potrafiłabym już z siebie wykrzesać, że nie znalazłabym w sobie siły na kolejne obowiązki czy mniej godzin snu.
Nie znałam wtedy wartości swojej kobiecości. Nie miałam pojęcia, jakie pokłady siły we mnie drzemią. Nie docierało do mnie, jak wymyślił mnie sobie, jako kobietę Pan Bóg. Nigdy nikt mi nie powiedział, jak bogata jest moja kobieca duchowość i jakie wspaniałe daje mi ona możliwości.
Najpierw zaczęłam to odkrywać w codzienności. Nie od razu, ale z perspektywy czasu. Założyłam rodzinę, stałam się kapłanką domowego ogniska. Zaczęłam zmagać się z sytuacjami, które wcześniej nie miały miejsca. Stawiać czoła nowym wyzwaniom, które sprawiały, że robiłam się silniejsza i bogatsza. Niezależnie od tego, czy wygrana była po mojej stronie. Dawałam radę, szłam dalej. Wciąż byłam żoną.
Kiedy nadszedł czas na wzięcie udziału we wspaniałym cudzie stworzenia, zobaczyłam, że oto ja, potrafię stać się prawdziwym domem dla drugiego człowieka. Ja kobieta, umiałam oddać swoje ciało na kompletną służbę komuś, kto był wielkości owocu i całkowicie zaczął dyktować mi warunki. Już nie ja byłam ważna, moje życie od tej pory stało się zupełnie nieistotne. Teraz moim celem i przywilejem było chronić mój skarb, dla niego żyć i za niego odpowiadać. Punktem kulminacyjnym całej zmiany, było wydanie ukochanego dziecka na świat. Tego wyzwania podjęłam się jak na razie dwa razy.
I właśnie w tym czasie zaczęłam rozumieć, że do tego zostałam stworzona. Ja i każda kobieta. Przynajmniej z zamyśle naszego Boga. W teorii bardzo dobrze wyłożył mi to Ojciec Adam Szustak, w Projekcie Judyta.
Zrozumiałam, że to są naprawdę wymagające życiowe zadania. Zaczęłam dostrzegać, że to właśnie teraz odczuwam prawdziwe zmęczenie, chroniczne niewyspanie a przy tym muszę być aktywna 24 godziny na dobę. Stwierdziłam, że wcześniej przy dwóch etatach i nauce, miałam wspaniałe wakacje. I nie zrozumcie mnie źle, ja oczywiście nie trwierdzę, że obowiązki studentów i tych, którzy nie są rodzicami, są nieważne a tacy ludzie nie chodzą zmęczeni. Powtórzę jeszcze raz, ja też taka byłam. Kiedy jednak zostałam podwójną mamą, zobaczyłam jak bardzo się myliłam, twierdząc, że więcej nie dam rady.
Bo daje. Powiem więcej, robię to dużo lepiej niż wcześniej. Mimo wyrabiania trzystu procent normy ponad swoje siły, bardziej potrafię wszystko zaplanować, budzi się moja kreatywność i zdobywam swoje osobiste góry.
KAŻDA KOBIETA MA W SOBIE TAKĄ SIŁĘ.
Etap w życiu, który zaczyna się ciążą i zapomnieniem o swoich potrzebach, później funduje nam ból porównywalny do łamania kości podczas porodu, a następnie zapewnia ból piersi, uświadamia mi, jak jestem silna jako kobieta. Utwierdza mnie w tym przekonaniu fakt, że mimo zerowej możliwości na regeneracje po takich przeżyciach level hard, mamy siłę nie spać kilka lat, wstawać z energią i bawić się z naszymi dziećmi, a przy tym spełniać się jako zwykły człowiek. Dodatkowo, znów decydujemy się stać dla kogoś wszystkim. Kolejny raz zostać domem. Służyć do granic. Teraz już nie tylko nie Śpimy w nocy, ale czuwamy w łóżku naszego dziecka, a drugie rozrabiające w naszym brzuchu, nie daje nam nawet wygodnie usiąść. Po kilku godzinach przerywanego snu, od rana jesteśmy gotowe do działania. Dbamy o nasze dzieci, małżeństwo, dom. I daje nam to niesamowite szczęście. Mimowolnie się uśmiechamy i otaczamy wewnętrznym ciepłem. Ty, która jeszcze nie zostałaś mamą albo nigdy nia nie zostaniesz, też masz w sobie tę siłę. I musisz to wiedzieć.
TO TY SIĘ BOISZ, ŻE SOBIE NIE PORADZĘ, NIE JA.
Dlatego właśnie troszeczkę bolą nas ciosy zadawane przez tych, którzy uważają nas za zbyt słabe, żeby stawić czoła wyzwaniom zawodowym czy społecznym. Bardzo często kobieta – matka, nie dostaje szansy, ze względu na swoją życiową rolę. Paradoksalne jest to, że wszyscy dookoła boją się nam powierzyć ważne sprawy i zobowiązania, za to w nas nie ma ani nutki strachu. Jest chęć do działania, gotowość do pokonywania swoich granic i niesamowite pragnienie zrobienia czegoś dobrego.
Ale w tym tkwi nasza siła. Przyjmujemy te ciosy, przełykamy gorycz i żal, żeby po kilku minutach otrzepać kurz po upadku i wstać. I w sercu wiemy, że był to wielki błąd drugiej strony. Bo my zaczynamy się uśmiechać, wiedząc, że poradziłybyśmy sobie z zabraną nam szansą – i co ważniejsze – wiemy, że uda nam się to światu pokazać. Będziemy robić swoje, iść na przód i będziemy szczęśliwe, mimo świadomości, że ktoś nie docenił naszej siły. Bo wiemy, że jeszcze nieraz ją pokażemy, będąc do granic z siebie dumne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *