„Nie sądźcie…”

Wszyscy mniej lub bardziej znający się na uprawianiu roślin mówią, że trzeba oczyszczać doniczkę z nieproszonych gości, jakimi są trawa czy dziko posiane rośliny. Ja należę do tych, którzy uwielbiają kwiaty, ale kompletnie nie mają ręki, żeby się nimi zajmować. Choćbym włożyła wszelkie starania w pielęgnacje swoich kwiatów. Wkładała serce w ich podlewanie i cierpliwie obrywała uschnięte już, pojedyncze owoce, to zawsze umierają. Nie wiem, czego jest to wina. Moja, ziemi, nasłonecznienia czy to po prostu nie dla mnie. Przyznaję, że nie znam się na ogrodnictwie i może, dlatego mam spaczone podejście, ale dla mnie ta trawa, i te dziwne, zupełnie niepasujące do reszty chwasty, są dla mnie ładne. Uważam, że wnoszą w doniczkowy świat coś nowego. Dodają uroku lepiej niż nie jeden architekt ogrodowy. Pojawiają się nie wiadomo skąd i chociaż według zasad są złe i do wyrzucenia, to ja jestem innego zdania. Kolory, które wnoszą w do tych starannie dobranych, nadają wyglądowi doniczki świeżego odczucia. Trawa, która porusza się na wietrze sprawia, że doniczka jakby żyje, ciesząc się ciepłym powiewem i tym, że znalazła swoje miejsce, w doborowym towarzystwie. Zasady jednak są bezlitosne, bo skoro one mówią, że przyjęte jest, aby w doniczce pozostawały tylko „rasowe”, piękne kwiaty, to reszty trzeba się pozbyć.

Czy w życiu nie za często słuchamy podobnych zasad? Zastanawiam się nad tym, patrząc na swoją tarasową doniczkę. Ileż razy schematy i stereotypy wyznaczają tor naszym osądom i myślą. Jeśli ktoś nas zaczepi na ulicy, bez powodu o coś zapyta, to najpewniej jest wariatem i chce zrobić nam krzywdę. Jeśli ktoś odstaję w pewnym sensie od standardowych zachowań, w oryginalny sposób pokazując swoją osobowość, od razu trafia do worka wariatów. Jeśli coś nie jest nasze, to z pewnością jest złe. Oczywiście, że przepisy i zasady są ważne. Dzięki nim zostaje zachowany porządek świata. Warto jednak mieć w sobie swoją tabelę wartości i nią się kierować. Tak bardzo chcemy chronić siebie i bliskich, że niejednokrotnie drugi człowiek schodzi na dalszy plan. Wiem, że w dzisiejszych czasach mnóstwo jest niebezpieczeństw. My i nasze dzieci jesteśmy narażeni na masę wypadków, krzywdę ze strony innych i często ich wolę. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, czego możemy się spodziewać po człowieku napotkanym w ciemnej ulicy, jadącym z nami w pustym wagonie tramwajowym, lub siedzącym na ławce w parku, obok nas, chociaż do wyboru ma dziesiątki innych. Sama mam takie lęki. Sama się boję, słysząc i czytając codziennie masę dziwnych zdarzeń i sytuacji, mających miejsce w naszym kraju, gdzieś zaraz za miastem, za zakrętem, za ścianą. Może jednak warto, ostrożnie i rozważnie, ale jedna złamać zasady? Ściągnąć ze swoich oczu klapki, które ograniczają nam widoczność i spojrzeć też na boki, nie tylko przed siebie i na siebie. Pędząc tak wpatrzonym w koniec własnego nosa, zaciskając pięści i tak uparcie zagryzając zęby, możemy bardzo dużo stracić. Przede wszystkim naszych nerwów, uśmiechów i ciepłych spojrzeń, a przecież takie są one cenne. Mamy ogromne skarby na wyciągnięcie ręki, ale tak bardzo jesteśmy uparci w wywyższaniu swojego ja. Nie zdajemy sobie sprawy, że skazujące myśli w naszych głowach i sercach są złe. Wydajemy wyroki na ludzi, o których kompletnie nic nie wiemy. Nie znając szczegółów, warunków i okoliczności. Nie znając człowieka.

Bez klapek na oczach, ten gość z tramwaju może okazać się wartościowym człowiekiem. Spotkany nieznajomy, który nas zaczepił, może przekazać nam wartościową myśl czy rozmowę. Ten człowiek na ławce w parku, może być bardzo samotny, ale mieć najbardziej głębokie spojrzenie na świecie. Zawsze będę chronić swoją rodzinę i jeśli trzeba zacisnę pięści, żeby porządnie dać komuś nauczkę, jeśli będzie chciał nas skrzywdzić. Tymczasem jednak je rozluźnię i wyciągnę przed siebie, żeby każdy, kto tego potrzebuje, mógł się ze mną przywitać i podać mi swoją. Inną, ale niekoniecznie złą rękę. Nie znam się na hodowaniu roślin, ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Nie wyrwę trawy ze swojej doniczki, może tam zostać ile tylko zechce…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *